Jak zrzucić 5 kg? Dzień dwunasty!

Dzisiaj mija dwunasty dzień mojej walki z 5 kg. Choć właściwie już z niecałymi trzema, bo ponad 2 kg, mimo trudności, kłód rzucanych mi pod nogi przez życie, mrugania do mnie przez lodówkę, udało mi się zrzucić. Walczę z tymi dodatkowymi kilogramami za pomocą diety 1500 kcal i ćwiczeń, głównie biegania. I dzisiaj sobie myślę, że nie musiałabym tej walki prowadzić, gdybym nie rzuciła palenia...

Dołącz do nas na Facebooku

Dzień nie zaczął się najlepiej. Zważyłam się i wyszło mi, że od wczoraj przytyłam 200 gramów. Oczywiście zaczęłam sobie wyrzucać, że zjadłam poprzedniego wieczora dwie kostki czekolady. Ale to przecież nie one spowodowały "przyrost" wagi. Moja koleżanka twierdzi, że jestem niespełna rozumu, bo u niej wahania dobowe wagi dochodzą do 2 kg. I że gdyby ona miała się przejmować 200 gramami, to już dawno by wylądowała w wariatkowie...

Ponieważ na śniadanie dzisiaj mam kanapkę z serem białym, pomidorem i bazylią (350 kcal). Nie najadam się, a gdy jestem głodna i zła, zaczynają mnie dopadać wątpliwości dotyczące rzucenia palenia. Bo jednak jak palę, to nigdy nie tyję...

Kilka słów o papierosach...

Jeśli ktoś rzucał kiedyś palenie, to wie, że to rzecz dziecinnie prosta. Bo przecież papierosy śmierdzą, kosztują fortunę, są bardzo niezdrowe... Wystarczy nastrajać się do rzucenia przez kilka/kilkanaście dni, podjąć decyzję, wyznaczyć termin (najczęściej od poniedziałku) i gotowe. Od dzisiaj nie palę, dzisiaj nie palę, teraz nie palę... I powtarzać sobie w głowie wszystkie powody, dla których palenie jest bez sensu.

Tylko ze mną zawsze był taki problem, że o argumentach dotyczących szkodliwości/bezsensowności/kosztowności palenia pamiętałam mniej więcej przez 3-6 miesięcy. Czasami dziewięć, najdłużej 13. Po tym czasie, gdy organizm już się odtruł, odżył, budżet podreperował, zazwyczaj zostaję zaproszona na przyjęcie, lub wyjeżdżam na narty, lub dopada mnie niezwykle stresowa sytuacji. I wtedy nadarza się taka okazja, że zupełnie przypadkowo ktoś mi bliski/fajny/ ważny zapal papierosa zapominam o tych wszystkich powodach, dla których rzuciłam palenie. Zapalam jednego, jedynego. Przecież skoro tyle już nie palę, to ten jeden mi nie zaszkodzi, prawda? Nic bardziej mylnego. Jedno pociągnięcie papierosa oznacza powrót do nałogu od nowa. To jest tak, jakbym w ogóle nie rzucała palenia, bo znowu dałam "jeść" nikotynowej bestii i ona zaczyna żerować od nowa.

Pomógł wojskowy reżim

A jaki ma to związek z moją dietą? Bardzo ścisły. Bo zawsze po rzuceniu palenia tyję. Żebym nie wiem, jak się pilnowała, nie wiem, ile ćwiczyła, to zawsze obserwuję wzrost wagi. Kiedyś przytyłam 12 kg... Ale wtedy w trzy miesiące pozbyłam się zbędnego balastu dzięki diecie i treningom muay thai trzy razy w tygodniu. Jeszcze na dodatek trener Krzysiek prowadzący zajęcia był zwolennikiem wojskowego drylu, nie odpuszczał, motywował, czasem krzyczał, a na mnie miał wyjątkowo dobry wpływ - chudłam, wysmuklałam i wyćwiczyłam mięśnie, które zastąpiły tkankę tłuszczową.

Palenie a dieta

Rzucenie palenia sprawia, że człowiek odzyskuje węch i smak, zmysły do tej pory sparaliżowane przez nikotynę. A jak wszystko lepiej pachnie i smakuje, to bardziej chce się to jeść. Poza tym jedzenie często stanowi pewnego rodzaju substytut palenia. Spowalnia się także przemiana materii. Nie ma się co dziwić zatem, że ciało przybiera na wadze.

II śniadanie, czyli sałatka z kurczakiem i makaronem (340 kcal) dostarczona przez dietety.com poprawia mi nieco humor, choć pojawiają się absurdalne wyrzuty sumienia, że węglowodany, które właśnie pochłaniam, nie przyczynią się do zgubienia wagi. Dusze je w sobie, bo wiem, że tylko dieta zrównoważona, czyli składająca się w odpowiednich proporcjach z węglowodanów, białek i tłuszczów pomoże mi ustabilizować wagę na pożądanym przeze mnie poziomie. Powtarzam sobie to jak mantrę.

Czas na podbiegi

Tłumaczenie tłumaczeniem, ale obiad, czyli ryba w ziołach z duszonymi warzywami ma na mnie lepszy wpływ (280 kcal). Wszak to głównie białko i węglowodany proste. Podwieczorek, czyli deser malinowy (225 kcal) zjadam bez wyrzutów sumienia, bo dzisiaj zaplanowałam dodatkowy trening z podbiegami, a to nie jest bułka z masłem. Podbiegi trenuję na Agrykoli, gdzie jest piękna, ciągnące się pod górę na Skarpę Wiślaną ok. 500-metrowa ulica wśród drzew. Do podbiegu mam z domu 3,2 km, więc mam czas, żeby się rozgrzać. Kiedyś podbiegi robiłam tak, że w wolnym tempie przebiegałam całe 500 metrów pod górę i wolniutko zbiegałam na początek trasy. Teraz, pod wpływem rad trenerskich, zmodyfikowałam sposób trenowania. Biegnę ok. 300 metrów, ale szybko, tak, żeby poczuć zmęczenie, i potem wolniutko zbiegam. Podbiegam 10-12 ray. Na końcu jestem solidnie zmęczona, a jeszcze muszę wrócić do domu... Zazwyczaj w czasie drogi powrotnej nieco powłóczę nogami.

Podbiegi kształtują siłę biegową, zmuszają serce do większej pracy, a dzięki temu rośnie wydolność organizmu. No i pięknie spalają kalorie. Nie mówiąc już o tym, że za każdym razem, gdy kończę robić podbiegi, to mam wrażenie, że moje pośladki i uda mówią mi: dzię-ku-je-my!

Ukochany koktajl

Jak łatwo się domyślić zupa z groszku zielonego, która ma podobno 358 kcal (mnie się wydaje, że ma 30...) nie zaspokaja mojego głodu. Bez wyrzutów sumienia robię sobie koktajl, którego picie zalecił mi dietetyk sportowy Kuba Czaja. Czyli zmiksowane banan, truskawki i maślanka. Nic tak nie poprawia humoru i nie wypełnia żołądka po treningu jak dobry koktajl energetyczny...

Dietetyczne danie na zawołanie!

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.