W Nowym Roku rusz się ze mną - dzień 4

Czy mimo niezbyt sprzyjającej aurze dzielnie trzymacie się postanowień noworocznych i trenujecie? Ja też, choć uczciwie mówię, że zdarzają się lepsze i gorsze dni

Dołącz do nas na Facebooku

Po długim weekendzie, który i tak spędziłam pracowicie, jakoś ciężko było mi się wziąć w garść. Czwartkowy trening trwał 2 godziny: godzina na siłowni w trybie obiegowym (od jednego ćwiczenia do drugiego, wszystko mierzone timerem po 45 sekund na wysiłek i 30 sekund na odpoczynek) oraz 40 minut biegu przed i 15 minut na rowerku po bloku głównym. W piątek postanowiłam dać sobie czas na regenerację i poszaleć wieczorem na parkiecie. Pozwoliłam sobie na tylko jedną szklaneczkę czegoś mocniejszego i autentycznie przez 4 godziny z zegarkiem w ręku nie zeszłam z parkietu. Jednak dobra muzyka i towarzystwo sprawia, że cały świat przestaje się liczyć i już nic do szczęścia nam nie jest potrzebne. Chyba owe tańce wejdą mi w krew w każdy weekend. Następnego dnia nie ma kaca i można się wybrać na poranny bieg.

Biegałam po Warszawie przez godzinę. Zmieniłam trasę, bo wizyty w Saskim czy na Polach Mokotowskich wychodzą mi uszami. I choć zbyt długie i częste przebieranie nogami po asfalcie daje się czasem we znaki moim kolanom, przy nowym planie treningowym rzadko zdarza mi się biegać w plenerze, więc można było zaszaleć i skusić się na zwiedzanie. Stwierdzam, że nie ma nic lepszego niż bieg po mieście. Jest kilka powodów, dla których warto choć dwa czy trzy razy w tygodniu to zrobić. Po pierwsze: jest to idealna okazja do tego, by pobyć samemu ze sobą. Można przemyśleć sprawy, które nas nurtują, albo po prostu odwiedzić miejsca, które lubimy lub te, których jeszcze nie znamy. Jeśli nie chcesz niczego analizować, też dobrze. Dla mnie to jedna z lepszych metod na zapoznanie się z nowymi albumami, które właśnie kupiłam. Jestem tylko ja, moja muzyka i tyle.

Po drugie: możesz pobiec wszędzie tam, gdzie masz ochotę. Nawet nie macie pojęcia jak wiele ciekawych miejsc na kawę, obiad czy drinka odkryłam, dzięki temu, że biegam. Raz kupiłam nawet świetną spódnicę, którą wszyscy podziwiają. Zobaczyłam ją na wystawie jakiegoś butiku, którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałam, wbiegłam do środka i zakomunikowałam pani: "Proszę ją odłożyć, za dwie godziny wracam z portfelem". I jak powiedziałam, tak zrobiłam.

Po trzecie: ruszasz się i to w tak przyjemny i relaksujący sposób, że przy odpowiedniej dozie cierpliwości dostarczysz sobie takiej dawki endorfin, że dopadnie Cię euforia biegacza.

I dziwić się, że pierwsze dwadzieścia minut treningu cierpiałam po takim weekendzie

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.