Joanna Mitrosz - piękna gimnastyczka o początkach kariery, treningu i diecie (wywiad)

Joanna Mitrosz, reprezentantka Polski na igrzyskach w Pekinie i Londynie w gimnastyce artystycznej zachwyca nie tylko swoimi występami, ale także urodą! Piękna gimnastyczka w rozmowie z Mają Tomczyk zdradza, jak się przygotowywała do olimpiady, jak wyglądała jej dieta i czy wysoki wzrost nie przeszkadza jej w zawodach.

Maja Tomczyk: Mówi się, że sukces w wyczynowym sporcie to 10 proc. talentu, a reszta to ciężka praca. Ty pracujesz od 6 roku życia. Jak wyglądały twoje początki?

Joanna Mitrosz-Cieślak: To prawda, zaczęłam gimnastykę w wieku 6 lat, od razu pod okiem mojej pani trener w klubie UKS Jantar. Początkowo były to 1,5-godzinne zajęcia raz w tygodniu w grupie naborowej. Rok później trenowałam już codziennie, od poniedziałku do soboty, po 2-3 godziny każdego dnia. Kiedy pojawiły się pierwsze sukcesy, doszły jeszcze 2 treningi dziennie. Przykładowo: rano miałam zajęcia z choreografii i baletu, które trwały 1,5 godziny, potem szłam na zajęcia lekcyjne, po których wracałam na 3-godzinny trening.

Gimnastyczki z reguły są niskie. Czy twój wzrost bardzo przeszkadzał ci w trenowaniu? (Asia ma 180cm wzrostu)

Kiedy zaczynałam trenować, byłam bardzo niska i nic nie zapowiadało, że urosnę. W trakcie jednych wakacji, kiedy miałam przerwę w trenowaniu, nagle urosłam 9cm. Był to dla mnie pewien przełom, treningi zaczęły wymagać innego prowadzenia, abym mogła złapać odmienną technikę. Uważam, że wzrost pomaga w gimnastyce: ruchy są obszerniejsze, zawodniczki wizualnie lepiej się prezentują. Utrudnieniem natomiast jest to, że wykonanie niektórych zwinnościowych elementów zajmuje więcej czasu. Obecnie światowa czołówka to głównie dziewczyny mierzące powyżej 170cm, co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy.

Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Jak wyglądały twoje przygotowania do Olimpiady w Londynie? Kiedy zaczęła się dla ciebie decydująca faza przygotowań?

Okres od stycznia 2011r. był zaplanowany pod wrześniowe kwalifikacje do Igrzysk. Po powrocie, kiedy wiadomo już było, że jadę do Londynu, praktycznie nie miałam przerwy - do grudnia trwał okres startowy. Musiałam także pojechać na zmianę choreografii na Igrzyska.

Jedyną wolną chwilą był tydzień w okresie świątecznym. Od stycznia zaczęłam intensywne przygotowania, szlifowanie nowych układów.Po drodze w maju odbył się ważny przedstart Olimpiady - Mistrzostwa Europy, po których skupiłam się już tylko na treningach pod kątem Igrzysk.

Był to twój drugi występ na Olimpiadzie. Czy dzięki temu czułaś się pewniej?

Wcześniejsze doświadczenia z Pekinu na pewno działały na moją korzyść. Start w Igrzyskach to ogromna przyjemność, ale i duży stres. Im więcej doświadczenia, tym jest łatwiej. Wie się, jakie sytuacje mogą się zdarzyć, jak im zaradzić. Obycie z salami, z najlepszymi dziewczynami to wszystko bardzo pomaga.

Nie możemy pominąć kwestii żywienia. Jak wyglądały twoje posiłki treningowe? Na co zwracałaś szczególną uwagę?

Okres dojrzewania był czasem, kiedy zwracało się największą uwagę na prawidłową masę ciała. Nigdy jednak nie było drastycznych ograniczeń w diecie, ponieważ nie miałybyśmy siły na intensywnych treningach. W czasie obozów posiłki były przygotowywane specjalnie dla nas. Składały się przede wszystkim z produktów gotowanych na parze, dużych ilości mięsa, ryb, warzyw, które nie zawsze chciałyśmy jeść (śmiech) i owoców. Omijałyśmy zwłaszcza ziemniaki i słodycze, ale oczywiście w granicach normy. Jeśli chodzi o napoje, głównie piłam wodę. Kiedy byłam młodsza, miałam określony czas picia, np. po rozgrzewce, czy którymś z kolei wykonaniu. Później sama kontrolowałam ilości spożytych napojów. Te słodkie zupełnie się u mnie nie sprawdzały. Jako dodatek stosowałam magnez i standardowy zestaw witamin.

Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Wyczynowy sport niemal zawsze prowadzi do kontuzji. Co jest głównym problemem wśród gimnastyczek?

J.M: Osobiście nie miałam w swojej karierze okresu, kiedy byłam wykluczona na dłuższy czas z powodu kontuzji. Był moment, kiedy pojawiły się problemy z kręgosłupem, który stracił swoją plastyczność. Mogłam jednak nadrobić część strat pracą nóg. Niektóre zawodniczki rzeczywiście mają tendencje do kontuzji. Zdarzają się zwichnięcia, problemy z biodrami, jednak ryzyko maleje przy prawidłowym prowadzeniu treningu.

Godziny ćwiczeń, wysiłek i wyrzeczenia warte są jednak efektu końcowego?

Pewnie że tak! Jest to dobra szkoła życia. Na pewno mam inne wspomnienia niż moi rówieśnicy, mniej normalnego dzieciństwa, jednak nigdy nie żałowałam czasu poświęconego dla sportu. Sport kształtuje człowieka, jego charakter. Po 18 latach trenowania widzę, że jestem odporna na sytuacje którym mogłabym nie podołać, gdybym nie trenowała.

Uważam, że sama gimnastyka jest nieco w cieniu, mało mówi się o tym rodzaju aktywności. Chciałabym, aby było o niej głośniej i osobiście polecam ją wszystkim.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.