Przejechałam ponad 200 kilometrów na rowerze. Mam za sobą aktywne i niedrogie wakacje

Wakacje w Polsce można spędzić aktywnie i wydać na nie niewielką kwotę pieniędzy. Ja mam za sobą tygodniowy urlop, który spędziłam na rowerze. Przejechałam 200 kilometrów i wydałam 500 złotych.

"Projekt ciało" na myfitness.gazeta.pl to cykl poświęcony zdrowemu odżywianiu i aktywności fizycznej. Co tydzień we wtorek znajdziecie nowe materiały.

Do tej pory wakacje spędzałam w kajakach, o czym mogliście przeczytać w moim ostatnim tekście (Sportowe (i tanie!) wakacje nie tylko dla wysportowanych. Wybierz się na spływ kajakowy). W tym roku urlop był zupełnie inny, choć równie aktywny i blisko natury. Wybrałam się bowiem na tygodniową wyprawę rowerową. Pokonałam sporo kilometrów (228), spaliłam mnóstwo kalorii (dokładnie 4900), spałam w namiocie i wydałam niewiele pieniędzy (ok. 500 złotych). Macie ochotę w podobny sposób spędzić swoje wakacje? Czytajcie dalej!

Jak się przygotować do wyprawy rowerowej?

Przede wszystkim warto mieć swój rower, choć nie jest to koniecznie, ponieważ istnieją wypożyczalnie (w Warszawie można wypożyczyć rower za 70 zł za dobę). Należy też zaopatrzyć się w sakwy lub przyczepkę bagażową, do której można schować ubrania i jedzenie. Trzeba mieć też ze sobą namiot, karimatę i śpiwór, choć również nie jest to konieczne, jeśli chce się nocować w motelach czy agroturystykach. W przypadku wypraw rowerowych znacznie łatwiej jest dojechać do motelu, niż pływając w kajaku, gdy do wyboru mamy głównie pola biwakowe przy rzekach. Ja wybrałam pierwszą opcję, czyli nocowanie w namiocie na łonie natury na lub polach kempingowych. Namiot, śpiwór i karimata była już w moim wyposażeniu dzięki spływom kajakowym. Wypożyczyłam jedynie sakwy, mogłam więc się już spakować i ruszać na wakacje! Jedyne koszty, na które musiałam się przygotować, to zakup jedzenia, dojazd na miejsce i opłaty za pola kempingowe.

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Co ze sobą zabrać?

Spakowanie się do sakw było dla mnie niemałym wyzwaniem, mimo że miałam już doświadczenie w mieszczeniu rzeczy w niewielkiej przestrzeni worka wodoodpornego, który wykorzystywałam na spływy kajakowe. Teraz jednak potrzebowałam innych ubrań i miałam nieco mniej miejsca. Podstawą mojego bagażu były sportowe koszulki, dwie pary legginsów, krótkie szorty na upały. Oczywiście w sakwach musiała zmieścić się też bielizna, ciepła bluza, kurtka i płaszcz przeciwdeszczowy. W końcu trzeba być gotowym na każdą pogodę! Drugą sakwę wypełniły zapasowe buty, klapki pod prysznic (gdyby się taki trafił), ręcznik, powerbank do ładowania telefonu. Sakwy z rzeczami zostały umieszczone po bokach bagażnika, natomiast na nim leżał worek ze śpiworami, puchową kamizelką (idealną na zimne noce) i jedzeniem. Karimata została przytroczona do kierownicy. Tak wyposażona mogłam wyruszać w podróż

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Jakie są koszty organizacji wyprawy rowerowej?

Jeśli posiada się rower, sakwy, namiot, karimatę i śpiwór, to koszty są naprawdę niewielkie. Wtedy wystarczy przeznaczyć pieniądze jedynie na pola kempingowe i jedzenie (spokojnie można wtedy zamknąć budżet na 500 złotych i to przy spożywaniu jednego posiłki dziennie w barach czy karczmach). Sprawa oczywiście wygląda zupełnie inaczej, gdy po raz pierwszy szykujemy się na taką wyprawę. Przy założeniu, że posiadamy rower z bagażnikiem i błotnikami, trzeba kupić namiot (w popularnych sklepach sportowych za dwuosobowy namiot można zapłacić już około 130 złotych, ale istnieją również takie za 60 złotych), turystyczną kuchenkę gazową (ceny od ok. 60 do 140 złotych), karimatę (od 10 do 50 złotych), śpiwór (od 50 do 160 złotych), a także zaopatrzyć się w suchy prowiant na kilka dni (można również uzupełniać zapasy jedzenia w sklepach na bieżąco w czasie postojów). Sakwy rowerowe (najlepiej dwie) można kupić już od 84 złotych. Zakładając więc, że potrzebnego ekwipunku jeszcze nie mamy, to wybierając się na pierwszą rowerową wyprawę, należy przygotować około 1000 złotych (stawiając na rzeczy nowe, a nie np. używane) na tydzień urlopu. Dobra wiadomość jest taka, że większa część zostanie z nami na lata i wykorzystamy je jeszcze wiele razy, przy okazji poszerzając sobie możliwości spędzenia kolejnych urlopów w różnych miejscach.

Gdzie jechać na wyprawę rowerową?

Ja zwiedziłam część Puszczy Augustowskiej oraz Wigierskiego Parku Narodowego. Trasy prowadziły głównie przez lasy, zdarzały się jednak również szosy, a także fragmenty słynnej Green Velo. Codziennie pokonywaliśmy około 30 kilometrów. Nie jest to dużo, ale towarzyszyło nam 9-letnie dziecko, które jechało na swoim rowerze i świetnie dawało sobie radę z takimi dystansami. A niektóre trasy były naprawdę wymagające! W lasach nie brakowało ostrych podjazdów czy dróg pokrytych piaskiem. Niektóre przejazdy były męczące i technicznie trudne (trzeba było np. pokonywać wąskie leśne ścieżki pełne korzeni). Warto mieć na uwadze, że rower obciążony sakwami jest dość ciężki i mało stabilny, przez co niektóre zjazdy i podjazdy wymagają nie tylko siły, ale i ostrożności. Przednie koło niedociążone bagażem potrafi nieźle "zatańczyć" na piasku, co może spowodować wywrotkę.

Start wyprawy zaczął się z jednego pola kempingowego przy jeziorze Studzienicznym. Warunki na kempingu były dość średnie, ale był tam bar i toalety. Pierwszy etap trasy obejmował przejechanie przez Augustowo. Kierowaliśmy się na północ i po przejechaniu 33 kilometrów nocowaliśmy na półdzikim polu namiotowym przy Uroczysku Święte Miejsce, które jest położone przy rzece Rospudzie. Trasa była dość łatwa. Znacznie trudniej było dnia drugiego, gdy musieliśmy przejeżdżać przez las. To właśnie tam napotkaliśmy pierwsze piaszczyste zjazdy i podjazdy. Dodatkowym utrudnieniem była wyższa temperatura, brak wody i... brak sklepów (w końcu druga wiodła głównie przez las). Pierwszy porządny postój, zakup wody i posiłek mogliśmy zaliczyć w Danowskich. Potem skierowaliśmy się na pole kempingowe w Bryzglu. Było tu jakby luksusowo! Trafiliśmy na pole z pięknym widokiem na jezioro Wigry i rozbiliśmy namiot tuż nad nim. Do tego mogliśmy skorzystać z pryszniców i toalet. To było jednak również najdroższe pole kempingowe, na którym nocowaliśmy podczas tego wyjazdu. Dzień trzeci to objazd jeziora Wigry i kierowanie się na północ. To znów był bardzo trudny odcinek leśny z korzeniami, ostrymi podjazdami oraz zjazdami. Zaczęło się też robić naprawdę gorąco, ale w czasie leśnych przejazdów nie było to tak odczuwalne. Nie da się jednak ukryć, że był to również niezwykle malowniczy odcinek, który kończył się w Starym Folwarku.

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Kolejny dzień to dalsza część podróży przez Wigierski Park Narodowy, ale tym razem omijaliśmy jezioro Wigry z drugiej strony i kierowaliśmy się na południe. Znów czekała nas przeprawa przez lasy, ale i nie brakowało szos. Tu złapała nas ulewa, która towarzyszyła nam już do końca dnia (przydała się kurtka przeciwdeszczowa!). Nocowaliśmy nad jeziorem Serwy. Kolejnego dnia zwiedziliśmy Puszczę Augustowską, kierując się nad jezioro Brożane. Tam rozbiliśmy biwak już na dwie noce i miejsce to stało się naszą "bazą wypadową", z której wyjeżdżaliśmy, zwiedzając okolicę. Ostrzegam jednak - tereny wokół tego jeziora są bardzo piaszczyste, więc przejazd obciążonym rowerem nie należy do największych przyjemności (w pewnym momencie zaczęłam nawet tęsknić za tłocznymi i hałaśliwymi, ale chociaż asfaltowymi warszawskimi bulwarami. Ale tylko przez chwilę!).

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Dwa ostatnie dni wyprawy rowerowej były dość spokojne i składały się z 30-kilometrowych wycieczek po okolicy, już bez bagaży. Udało mi się podjechać pod białoruską granicę, a także zwiedziłam okolice jeziora Krzywego Wigierskiego oraz Suwałki. Nie będę ukrywać, że był to jeden z najbardziej udanych urlopów w moim życiu.

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Co jeść na wyprawie rowerowej?

Nie będę ukrywać, że tym razem miałam spory problem z odżywianiem. Z racji tego, że na rowerze może się zmieścić się znacznie mniej jedzenia niż w kajaku, nie mogłam wziąć ze sobą żywności, która mi nie szkodzi. Musiałam zadowolić się kupowaniem zwykłego chleba w sklepach, pasztetów, kabanosów. Zdarzało nam się także jadać w przydrożnych barach czy karczmach, gdzie wybór już był trochę większy, ale np. zjedzenie kotleta bez panierki graniczyło z cudem (i udało się dopiero przedostatniego dnia wyprawy!). Jeśli jednak jesteście w stanie zabrać dużo jedzenia, to polecam mieć ze sobą chleb z dobrym składem (nie w każdym sklepie jest szansa taki kupić!), konserwy warzywne, mięsne czy rybne (w tym wypadku też zawsze czytajcie skład!). Doskonale sprawdzają się także potrawy liofilizowane, czyli takie, które przeszły przez proces odwadniania poprzez ich zamrożenie. W skrócie chodzi o to, że w specjalnych warunkach następuje szybkie i kontrolowane wymrażanie wody z pożywienia. Dzięki temu jedzenie zachowuje kształt, barwę, witaminy i wszystkie wartości odżywcze. Można je przechowywać przez długi czas i szybko przygotować do spożycia. Oczywiście w tym przypadku również należy wybierać potrawy o odpowiednim składzie.

Co mi dała wyprawa rowerowa?

Przede wszystkim bardzo cieszę się, że miałam okazję sprawdzić swoją siłę i kondycję w ten sposób. Wyprawy rowerowe to dla mnie niemal codzienność, ale jeszcze nigdy wcześniej nie podróżowałam rowerem obciążonym sakwami. Trochę byłam przerażona, że nie dam rady jechać z takim ciężarem i że nie pokonam kilkudziesięciu kilometrów każdego dnia. Okazało się jednak, że było wręcz przeciwnie! O ile nie byłam w stanie podnieść roweru z sakwami i workiem, o tyle sama jazda nie stanowiła żadnego problemu. Zupełnie nie odczuwałam, że wiozę spory ciężar ze sobą i dawałam radę nawet na leśnych ostrych podjazdach.

Wyprawa rowerowa to także wyjście ze strefy komfortu - trzeba pokonać wyznaczony odcinek drogi mimo żaru lejącego się z nieba czy ulewy. Nie zawsze jest możliwość wzięcia prysznica i przez kilka dni trzeba się "myć" jedynie mokrymi chusteczkami. Co jednak najważniejsze - żadna inna forma urlopu nie pozwala mi tak wypocząć i odciąć się od codzienności, a także docenić drobne rzeczy, jak aktywny przejazd z miejsca na miejsce z różnymi przygodami i ciężkimi momentami po drodze.

wyprawa rowerowawyprawa rowerowa Kinga Molenda

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.