Udało mi się wyjść z zaburzeń odżywiania, ale do dziś walczę z konsekwencjami

Zaburzenia odżywiania wciąż są powszechnym problemem. Dotyczyły również mnie. Mimo że chorobę dawno mam za sobą, to jednak z niektórymi konsekwencjami wciąż się zmagam. Warto o nich wiedzieć, zanim zacznie się jakąkolwiek restrykcyjną dietę.

Projekt ciało" na myfitness.gazeta.pl to cykl poświęcony zdrowemu odżywianiu i aktywności fizycznej. Co tydzień we wtorek znajdziecie nowe materiały.

Pod pojęciem zaburzeń odżywiania znajdziemy już nie tylko anoreksję czy bulimię, ale także ortoreksję oraz zaburzenia niespecyficzne, czyli jedzenie kompulsywne, napady objadania się, zespół nocnego jedzenia czy zespół przeżuwania. Problemy te nie są niczym nowym, wręcz przeciwnie. Pojawiają się najczęściej w wieku dojrzewania, ale obecnie i coraz młodsze dziewczynki i chłopcy zaczynają chorować. Nie da się ukryć, że wpływ na to ma wciąż wszechobecny kult szczupłego ciała. Przyznam, że i ja padłam jego ofiarą.

"D***a jak szalupa"

Zaczęłam dojrzewać dość wcześnie. Na tle dziewczyn z klasy szybko zaczęłam wyróżniać się okrąglejszymi biodrami i wystającymi pośladkami. Nie muszę chyba mówić, ile emocji to wywoływało wśród rówieśników. Na szkolnych korytarzach słyszałam okrzyki "d***a jak szalupa", co szybko skłoniło mnie do zawiązywania bluz na biodrach i noszenia za dużych o kilka rozmiarów spodni. Niestety, na tym się nie skończyło. W pewnym momencie uznałam, że najlepiej będzie po prostu schudnąć. Tylko jakie pojęcie może mieć o tym dwunastoletnia dziewczynka?

Zaburzenia odżywianiaZaburzenia odżywiania East News

Liczenie kalorii i ostre ćwiczenia

Oczywiście, że nie miałam żadnego pojęcia o zdrowym odchudzaniu i zbilansowanej diecie. Nie wiedziałam również, ile kalorii powinnam przyjmować w tym wieku, żeby nie doprowadzić organizmu do ruiny i to w tak ważnym momencie, jakim jest dojrzewanie. Nie tylko nie wiedziałam, ale i pewnie niespecjalnie mnie to interesowało. Liczyło się w końcu tylko to, żeby schudnąć.

Szybko jednak dowiedziałam się o istnieniu kalorii i tabel kalorycznych, na podstawie których wyliczałam dzienną porcję kalorii. Zrobiłam najgorszą rzecz z możliwych i zaczęłam spożywać dziennie tysiąc kalorii, czyli po prostu się głodziłam. To jednak nie wszystko, bo do tego ostro ćwiczyłam - co najmniej godzinę dziennie jeździłam na rowerku stacjonarnym, wykonywałam ćwiczenia na macie, a także codziennie przed śniadaniem biegałam.

Na efekty (i oczywiście skutki, ale o tym za chwilę) nie musiałam długo czekać. Chudłam błyskawicznie, co jednak ukrywałam pod luźnymi ubraniami, dzięki czemu długo udało mi się cały proces zachować w tajemnicy przed rodzicami. W pewnym momencie jednak ostro interweniowali i trafiłam na terapię. Wiem, że takie historie kończą się dużo gorzej - w szpitalach, a nawet śmiercią. Ja miałam dużo szczęścia, ale nie oznacza to, że mój organizm nie ucierpiał.

Konsekwencje głodówki

W tamtych latach konsekwencje restrykcyjnej diety nie wydawały mi się takie straszne. Owszem, przestałam miesiączkować, włosy wypadały mi garściami, a paznokcie nieustannie się łamały, ale nie zwracałam na to uwagi. Niestety, bo z konsekwencjami hormonalnymi mierzę się do tej pory.

Jeśli mamy do czynienia z anoreksją, u kobiety, u której wystąpiła już miesiączka, jest duże prawdopodobieństwo, że dojdzie do jej zaniku. Co istotne, nawet u 25 proc. kobiet chorujących na anoreksję, zanik miesiączki występuje jeszcze przed rozpoznaniem anoreksji. Z czego wynika ten problem? Przede wszystkim z zaburzeń produkcji hormonów i w związku z tym najczęściej obniżonego poziomu leptyny (hormonu produkowanego przez tkankę tłuszczową). Dodatkowo zaburzoną produkcję ma także gonadoliberyna (GnRH), a w konsekwencji luteotropina (LH) i hormon folikulotropowy (FSH), co prowadzi do znaczącego obniżenia produkcji estrogrenu i braku miesiączki - wyjaśnia Monika Prześlakowska, dietetyczka i psychodietetyczka.

Monika Prześlakowska podkreśla także, zaburzenia w anoreksji nie dotyczą tylko hormonów płciowych, często występują także zaburzenia w produkcji kortyzolu ("hormonu stresu"), co doprowadza do jego nadprodukcji. Prowadzi to do bezsenności, zaburzeń nastroju, bólów głowy, zwiększonego oddawania moczu i wielu innych problemów. Hormony tarczycy także nie zostają oszczędzone, ponieważ dochodzi do problemów z odpowiednią konwersją. Skutki odczuwa więc cały organizm.

AnoreksjaAnoreksja East News

Terapia to podstawa

Moja historia ma całkiem udane zakończenie. Z zaburzeń odżywiania wyszłam z pomocą psychologa i rodziny. Terapia jest konieczna, ale osoby chore nie zawsze są tego świadome i nie zawsze same proszą o pomoc. Na szczęście są także wyjątki, o czym wspomina Aleksandra Dejewska, terapeutka, w wywiadzie Anny Kality dla weekend.gazeta.pl. Psychoterapeutka zwraca uwagę na fakt, że na skutek izolacji zaburzania odżywiania zaczęły wyniszczać jeszcze więcej osób. Obecnie Aleksandra Dejewska ma o 30 procent więcej klientów niż wcześniej.

Przeczytaj więcej: "Dziewczyny były hospitalizowane 10 razy i wcale nie chciały wyjść z choroby"

Mamy teraz wysyp w zaburzeniach odżywiania. Młodzi ludzie zostali zamknięci z rodzicami, z którymi mają słabe lub po prostu złe relacje, i to jest dla nich ogromne obciążenie. Zgłaszają się też samotni dorośli, dla których sytuacja dużego lęku, napięcia, stresu okazała się katalizatorem. Cierpieli na zaburzenia odżywiania już wcześniej, ale teraz - na skutek izolacji - to ich zaczęło całkowicie wyniszczać. Zgłaszają się i mówią, że choroba odbiera im wolność i chcą normalnie żyć - powiedziała terapeutka.

Warto wiedzieć, że zaburzenia odżywiania w Polsce to wciąż problem o ogromnej skali. Obecnie choruje około 2 procent społeczeństwa, czyli to tak, jakby cierpiał cały Gdańsk - zwraca uwagę Aleksandra Dejewska.

Jednak statystyki te dotyczą tylko leczących się w państwowych instytucjach, nie uwzględniają osób chodzących na samopomocowe grupy wsparcia czy leczących się prywatnie. Chorują najczęściej 13-latki, ale bywają też młodsze osoby, nawet 8-letnie - powiedziała Aleksandra Dejewska.

Terapeutka zauważa jeszcze jeden bardzo istotny fakt - nie zawsze osoby cierpiące na zaburzania odżywiania są skrajnie chude.

Często rodzic się dziwi: "Przecież ona normalnie wygląda!". Ludzie zdrowi - nie zawsze są to rodzice, czasem partnerzy dorosłych osób - mają wyobrażenie, że zaburzenie odżywiania musi być widać. Jeśli nie ma wystających kości, to chociaż obłęd w oczach, potargane włosy i struga śliny cieknąca po policzku. A to tak nie działa - podkreśla Aleksandra Dejewska.

Czerwona lampka powinna zapalić się zawsze wtedy, gdy dziecko płacze nad jedzeniem, codziennie i intensywnie ćwiczy, a także liczy kalorie. Te sygnały mogą świadczyć o anoreksji. Natomiast o bulimii można mówić, gdy zaczyna znikać duża ilość jedzenia, a masa dziecka nie rośnie. Można także zauważyć ślady na dłoniach, które świadczą o prowokowaniu wymiotów.

Dożywotnie skutki?

Niestety, teraz już widzę wyraźnie, że moja nastoletnia bezmyślność i pogoń za "idealną figurą" rzutują na obecny stan zdrowia. Zmagam się teraz bowiem z chorą tarczycą, a także insulinoopornością. Podejrzewam, że są to nie tylko konsekwencje złego stylu życia i pozwalania sobie na żywieniowe grzeszki w czasie studiów, ale właśnie także zaburzeń odżywiania, które mocno nadwyrężyły mój organizm. Mogę tylko jednak wysnuwać takie wnioski, bo nie trafiłam jeszcze na lekarza, który powiązałby obecne dolegliwości z zaburzeniami odżywiania sprzed lat. Czy jednak by to cokolwiek zmieniło? Nie sądzę, ale biorę pod uwagę fakt, że w kwestii żywienia mogą pozwolić sobie na mniej niż moi rówieśnicy. Obecnie każde odstępstwo od regularnego odżywiania skutkuje licznymi wahaniami w wynikach badań. 

Z zaburzeń odżywiania da się wyjść, da się je wyleczyć, ale jest to długa i systematyczna praca. Zły stan psychoemocjonalny oraz nieodpowiednio zbilansowana dieta skutkują depresją, a ta wymaga długotrwałego leczenia. Często osoby takie wymagają psychoterapii, która będzie trwała tak długo, jak potrzebne to będzie. Czasami leczenie może trwać przez resztę życia - mówi Monika Prześlakowska.

Dowodem na to, że z zaburzeń odżywiania można wyjść, jest również Agata Hincyngier. Trenerka otwarcie mówi o swoich dawnych problemach i przemianie, którą przeszła przez lata. I to zarówno tę zewnętrzną, jak i przede wszystkim wewnętrzną. Z dziewczynki, która bała się przytyć, stała się kochającą siebie kobietą. Agata Hincyngier również zwraca uwagę jednak na fakt, że o ile ma już "zdrową głowę", o tyle wciąż walczy z niektórymi skutkami anoreksji.

(...) byłam o włos od anoreksji, włosy wypadały mi garściami, miałam skórę suchą jak papier, zero energii do życia, a z miesiączka pożegnałam się na długie miesiące. Tego dnia na krześle u lekarza zrozumiałam, że walczę o swoją przyszłość, o to czy założę rodzinę i czy będę zdrowa. Zdrowa nie jestem do dziś, ale moja głowa wyzdrowiała już parę lat temu. Zrozumiałam, że przesadna chudość nie ma nic wspólnego ze zdrowiem ani z pięknem. Moje ciało nabrało kształtów, a waga sięga dziś takiej liczby, przy której kiedyś bym płakała. Jestem zdrowa i silna, bo nauczyłam się jeść zdrowo, a nie mało - pisze trenerka na Instagramie.
 

Agata Hincyngier apeluje również do dziewczyn, żeby literki nie rządziły ich życiem i ja pod tymi słowami całkowicie się podpisuję. Dodam również, że do diety należy podchodzić rozsądnie. Przed redukcją wagi warto zrobić pakiet badań i najlepiej udać się z nimi do dietetyka, który dopasuje odpowiedni sposób odżywiania indywidualnie. Odchudzanie na własną rękę może mieć fatalne i dożywotnie skutki. 

Więcej o: