Wszyscy narzekają na treningi w maskach. Postanowiłam sama sprawdzić, czy faktycznie jest tak źle

Od jakiegoś czasu w końcu możemy znów uprawiać aktywność na świeżym powietrzu. Niestety, konieczne jest używanie masek, co dla wielu osób jest bardzo uciążliwe. Postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, jak trenuje się w masce i czy faktycznie dużo gorzej niż bez niej.

Już od kilku tygodni obowiązkowo musimy zakrywać usta i nosy w przestrzeni publicznej. Nie ma znaczenia, czy idziesz do sklepu, na spacer czy pobiegać - w każdym z tych wypadków musisz mieć maskę lub szalik na twarzy. Jest to mało komfortowe, zwłaszcza gdy trenujemy, tętno się zwiększa, a oddech przyspiesza. Wiele osób "dusi się" w maseczkach i zwyczajnie ściąga je na brody w czasie biegu lub jazdy na rowerze. Widziałam sporo takich przypadków i słyszałam wiele krytycznych uwag. Większość moich znajomych porzuciła całkiem treningi na zewnątrz, bo nie wytrzymywała w maskach - zarówno w tych bawełnianych, jak i antysmogowych, dostosowanych do uprawiania sportów. W końcu sama postanowiłam sprawdzić, jak to jest i czy faktycznie tak źle, jak wszyscy mówią.

Trenowanie w masce jest zdrowe?

Zanim jednak wyszłam z domu na trening, chciałam zorientować się, czy ćwiczenia w masce w ogóle są zdrowe, a przede wszystkim bezpieczne. Budziło to we mnie spore wątpliwości, zwłaszcza gdy widziałam tych umęczonych trenujących ludzi w maskach. Sama także "dusiłam się", mając zakryte usta i nos podczas zwykłego wyjścia do sklepu. Okazało się, że - jak zwykle - zdania są podzielone. Niektórzy lekarze mówią wprost, że trening w masce może być nawet szkodliwy, szczególnie dla osób, które cierpią na problemy kardiologiczne.

Zaczniemy się szybciej męczyć, oddychać za szybko, co może zaburzać równowagę kwasowo-zasadową organizmu. Efekt: wiele osób może się zniechęcić od uprawiania sportu właśnie z tego powodu. Mokra maseczka, chustka, a tak na pewno będzie po krótkiej chwili uprawiania sportu przestaje spełniać swą rolę, zmniejsza barierę ochronną lub ją znosi, zwiększa ryzyko infekcji jeśli już do kontaktu z wirusem dojdzie.(...) Podsumowując: nie zalecam uprawiania sportu w masce, gdy nie ma kontaktu z innymi osobami. Nie pomaga to też budowaniu wydolności, a może zniechęcać do treningów lub wręcz szkodzić - powiedział dr hab. med. Łukasz Małek na łamach serwisu biegowe.pl.

Tymczasem powstają specjalne maski treningowe, których zadaniem jest zwiększenie intensywności treningu, wywołanie warunków hipoksji (czyli niedotlenienia, które jest obserwowane podczas treningów na wysokościach), co zwiększa wydajność organizmu oraz przyspiesza spalanie kalorii.

Maska Treningowa to także jeszcze jeden wymiar wysiłków na rzecz spalania tłuszczu w organizmie. Trening z nią może bowiem podwyższyć poziom zwiększonego powysiłkowego zużycia tlenu (EPOC = Excess Post Exercise Oxygen Consumption). Czym jest EPOC? Jest to stan, w którym oddziałuje na organizm skumulowany dług tlenowy. Podwyższony poziom EPOC jest wiązany z większym zużyciem kalorii po wysiłku. Jest on także nazywany efektem spalania tłuszczu po treningu - informuje strona trainingmask.pl.

Oczywiście ćwiczenia w specjalnych treningowych maskach, jak i tych zwykłych, które teraz są obowiązkowe, jest przeznaczone tylko dla zdrowych osób. Ja nie cierpię na żadne kardiologiczne choroby, dlatego w końcu na własne ryzyko wybrałam się w masce na przejażdżkę na rolkach. Jakie były moje wrażenia?

Jeździłam na rolkach w masce

Podeszłam do tematu bardzo sceptycznie i byłam pewna, że moja rolkarska wycieczka zakończy się po 10 minutach. Wspominałam wyżej, że zwykłe wyjście do sklepu w masce (tej samej, którą założyłam, wybierając się na rolki) bardzo szybko kończyło się zadyszką. Jak tu więc uprawiać sport, gdy oddech automatycznie przyspiesza? Co jednak ciekawe, już po tych 10 minutach zauważyłam, że nie jest tak źle. Nie dusiłam się, nie próbowałam panicznie złapać oddechu. Oddychałam wręcz "prawie" swobodnie (bo w końcu jednak maska narzuca pewne ograniczenia w tym temacie). Ostatecznie udało mi się przejechać 20 kilometrów w masce, choć faktycznie czułam się, jakbym zrobiła ich dwa razy więcej.

jazda na rolkach w mascejazda na rolkach w masce Kinga Molenda

Co jednak ciekawe, mimo że podobno treningi w masce mają zwiększać liczbę spalonych kalorii, w moim przypadku było wręcz odwrotnie. Spójrzcie na poniższe porównanie. Rok temu w sierpniu przejechałam na rolkach bez maski 21,37 km (więc niewiele więcej i ten jeden kilometr na pewno znacznie nie zmienił wyniku) i spaliłam aż 502 kalorie. Tymczasem podczas treningu w masce przejechałam 20,24 km i spaliłam 294 kalorie. Warto też zauważyć, że teraz miałam wyższą średnią i maksymalną prędkość. Teoretycznie więc powinnam spalić więcej kalorii niż tych kilka miesięcy temu. Dodam, że oba pomiary zostały wykonane przy pomocy tego samego sportowego zegarka, który jest bardzo precyzyjny.

Przejazd na rolkachPrzejazd na rolkach Kinga Molenda

Jaki z tego wniosek?

Trening w masce jest możliwy i nawet nie taki zły, jak mogłoby się wydawać. Z pewnością zależy to również od rodzaju maski. Znam dwie osoby, które trenują w zwykłych kominach naciągniętych na twarze i ten sposób też spełnia swoje zadanie. Podejrzewam również, że wiele zależy od wykonywanego treningu. Zwróćcie uwagę, że ja w mojej masce męczę się, gdy idę do sklepu, natomiast już jadąc na rolkach, a tym samym czując pęd powietrza, czuję się o wiele lepiej. 

Na pewno też lepszy taki trening w masce niż żaden, oczywiście pod warunkiem, że jest się zdrowym i nie ma się problemów z sercem czy płucami. Jeśli więc wciąż zastanawiacie się, czy warto trenować na zewnątrz, to zdecydowanie was do tego zachęcam. Zawsze też warto sprawdzić, jak maska wpłynie na nasz organizm i wyniki treningowe. Lepiej jednak się nie nastawiać, że dzięki masce faktycznie zwiększy się wydajność organizmu, a tym samym poprawi się kondycja, a także spali się większą liczbę kalorii. Na moim przykładzie widać wyraźnie, że nie zawsze tak to działa.

Więcej o: