Agata Hincygier opowiedziała o swojej dawnej obsesji na punkcie wagi. "To jest choroba"

W swoim najnowszym poście na instagramie popularna trenerka opowiedziała o zaburzeniach odżywiania, z którymi przyszło jej się borykać. Cieszy się, że ma to już za sobą.

Piękne, szczupłe ciało to coś, do czego dążymy. Jest nie tylko następstwem dbania o swój wygląd, ale też oznaką dobrego zdrowia. Pogoń za ideałem może jednak zaprowadzić nas w miejsca, które niewiele mają wspólnego ze zdrowiem - wręcz przeciwnie.

Hincygier ważyła się kilka razy dziennie

W podobnej sytuacji znalazła się Agata Hincygier, aktualnie pasjonatka sportu i fitnessu. W swoim poście na instagramie wspomina czasy, kiedy liczyła się dla niej tylko waga. Przyznaje, że była to obsesja, musiała ważyć się kilka razy w ciągu dnia. Jej celem było schudnięcie w jak najkrótszym czasie. Za cel obrała sobie 40 kg.

Problemy Agaty zaczęły się w gimnazjum, kiedy to uwidoczniły się pierwsze niedoskonałości ciała i pojawiły się kompleksy. Jako nastolatka borykała się z lekką nadwagą. Nie ma co się dziwić, że młoda dziewczyna szukała szybkiego rozwiązania. W internecie znalazła masę porad, jak schudnąć w krótkim czasie, przeszła przez kilka drakońskich diet i katowała się ćwiczeniami.

Waga spadała, a ilość kompleksów rosła

Kiedy waga Agaty spadła do 45 kg, nie czuła się usatysfakcjonowana. Chciała zrzucić kolejne kilogramy. Mimo że była już bardzo szczupła, nadal nie osiągnęła ustalonych 40 kg. Kontynuowała więc głodówkę oraz wycieńczające treningi i w końcu schudła do 41 kg. Widziała negatywne skutki swojego postępowania, brakowało jej sił, wypadały włosy, przesuszała się skóra, zatrzymał się okres, a kompleksy wciąż nie znikały.

W porę zareagowała mama Agaty, która zabrała dziewczynę do lekarki. Tej udało się przemówić do rozsądku - zaczęła jeść i wróciła do starej wagi, więc znów chciała schudnąć. To było błędne koło. Teraz przyznaje, że termin "zaburzenia odżywiania" nie jest jej obcy.

Walka z kilogramami stała się przyjemna

Obsesja na punkcie wagi przerodziła się w pasję do treningów. Hincygier wyposażyła się w dobry sprzęt i wreszcie trafiła na dobrą drogę. Aktualnie waży 51 kg i od 5 lat sugeruje się widocznymi na ciele efektami, nie wagą. Obecnie czuje się świetnie i cieszy się, że ma to już za sobą.

Dlatego zawsze będę powtarzać, żebyście kontrolowały swoje ciało i efekty pracy w lustrze, a nie na wadze, bo waga nie pokaże Wam, że lepiej widać mięśnie brzucha, że ubrania lepiej leżą czy że pupa się podniosła od ćwiczeń. Dopiero po odstawieniu wagi zaczęłam naprawdę doceniać swoje efekty, z których dziś mogę być dumna - puentuje.

Agata Hincygier jest dzisiaj szczęśliwą fit kobietą. Determinacja z dawnych lat pozostała, ale została dobrze ukierunkowana i pojawił się uśmiech. Przestrzega zbilansowanej diety, a siłownia stała się jej drugim domem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.