Jak powstaje brzuch piwosza? Jak się go nie nabawić? I jak się pozbyć brzucha piwnego?

Nadwaga to powszechny problem. Jednak nieco inaczej wygląda u kobiet, a inaczej u mężczyzn. U panów odkłada się w postaci tak zwanego mięśnia piwnego. Co to jest brzuch piwny? Jak powstaje brzuch piwosza? Wszystkie winne piwo? Niekoniecznie.

Brzuch piwny – co to jest? I jak powstaje brzuch piwosza?

Brzuch piwny, czyli otyłość tak zwana brzuszna fachowo określana mianem otyłości typu męskiego, to choroba, która dopadła już nawet 60 proc. Polaków! Tak, naprawdę aż tak duży odsetek mężczyzn boryka się z problemem mięśnia piwnego.

Brzuch jest bardzo duży, często tylko brzuch! Reszta ciała jest nieproporcjonalnie do niego szczupła. Zastanawiasz się, skąd wziął się u ciebie brzuch piwosza? O ile pijesz duże ilości piwa i innych alkoholi, masz prostą odpowiedź. Jednak jeśli nie, to skąd wziął się twój problem?

Otyłość brzuszna to poważny problem. Pojawia się zwykle po latach zaniedbań i prowadzenia złego stylu życia. Spędzasz godziny przy biurku? Wstajesz od komputera tylko po to, by wsiąść do samochodu? Na dodatek nie uprawiasz sportów, a w domu spędzasz czas przed telewizorem. Jeśli do tego dodasz niezdrowe jedzenie – choćby fast foody, smażone przysmaki czy przetworzoną żywność – odpowiedź już znasz. Zła dieta, brak ruchu to przyczyny mięśnia piwnego. Nie musisz nawet spożywać przesadnie dużo piwa.

Nie można jednak zapominać o czynnikach metabolicznych i genetycznych. Niektórzy mają po prostu skłonność do otyłości w rejonach brzuchach. Inni – narażeni na stres lub z problemami z gospodarką hormonalną – także mogą nie mieć większego wpływu na rosnący brzuch piwosza.

Co ciekawe otyłość brzuszna pojawia się w zasadzie tylko u panów. Kobiety mają tendencję do otyłości typu „gruszka”. Jest to związane z hormonami. Tłuszcz odkłada się u pań na udach, biodrach, pośladkach.

W obu przypadkach niestety jest to zagrożenie, które może rozwinąć się w poważniejszą chorobę. Po wielu latach zaniedbań, złego stylu życia i niepilnowania diety możemy zachorować choćby na nadciśnienie tętnicze, cukrzycę typu 2 lub miażdżycę. Lepiej więc wziąć się za siebie i pozbyć się brzucha piwnego. Jak go zrzucić?

Brzuch piwny – jak zrzucić? Jak się pozbyć?

Przede wszystkim sprawdzi się po prostu zdrowy styl życia i właściwa dieta. Nie musisz przechodzić od razu na restrykcyjne diety, wystarczy stosować się do zasad ogólnie przyjętych i zaproponowanej przez Światową Organizację Zdrowia piramidy żywienia.

Ogranicz porcje, ale zdecydowanie się nie głodź. Jedz regularnie, na przykład co trzy godziny. Dostarczysz w ten sposób organizmowi pięciu niewielki posiłków. Nigdy nie zapominaj o śniadaniu i nie rezygnuj z kolacji. Ten pierwszy posiłek jedz około godziny po przebudzeniu, a ten drugi maksymalnie dwie godziny przed pójściem spać.

Pij dużo wody mineralnej. Zarówno między posiłkami, jak i w trakcie. A najlepiej 15 minut przed posiłkiem. Wypij wtedy szklankę wody, a zmniejszysz głód i zjesz znacznie mniej. Dobrze też nie dojadać. Wstań od stołu nawet z lekkim uczuciem głodu. Po kilkunastu minutach, gdy do mózgu dojdzie impuls, uczucie głodu zniknie.

Postaw na warzywa, owoce i ziarna. Unikaj czerwonego mięsa. Zamiast niego wybieraj ryby. Wyklucz z diety wszystko, co smażone, tłuste, przetworzone i solone. Jako przekąski jedz orzechy, suszone owoce, a nie chipsy i paluszki!

I przede wszystkim zrezygnuj prawie całkowicie z alkoholu. Postaw na wodę mineralną i świeżo wyciskane soki. Koniecznie też wprowadź do swojego życia jakąś aktywność fizyczną. Nie musisz od razu męczyć się na siłowni. Na początek rower czy rolki w zupełności wystarczą.

Brzuch piwny  - jak się go nie nabawić?

Brzuch piwny jeszcze się nie pojawił, ale już martwisz się na zapas? Lepiej zapobiegać, niż leczyć, to prawda. Brzuch piwosza może ci przecież grozić, jeśli masz w rodzinie osoby z tym problemem. Na pewno, aby nie nabawić się brzucha piwnego warto stosować zdrową dietę i prowadzić aktywny tryb życia. Stosuj się do naszych powyższych wskazówek, a na pewno nie nabawisz się brzucha piwnego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.