Plan ratunkowy: jak schudnać 5 kg - dzień trzeci

Dzisiaj trzeci dzień mojej diety pod hasłem ?jak zgubić 5 kg?, które pojawiły się niepostrzeżenie po rzuceniu palenia. Stosuję dietę 1500 kcal i ćwiczę intensywniej. I regularnie - przede wszystkim. Oto kolejny dzień moich zmagań.

Dołącz do nas na Facebooku

Śniło mi się dzisiaj, że jestem taka strasznie, anorektycznie chuda. I jestem tak osłabiona, że nie mam siły otworzyć pudełka z jedzeniem, mimo że jestem potwornie głodna. I tak leżę na stole, nie mam siły się podnieść i czuję, że zaraz połączę się ze swoim stwórcą... Budzę się zła, głodna, niewyspana. To dopiero trzeci dzień diety, a ja ledwo daję radę.

Pierwsze koty za płoty

Ale jak co dzień rano robię siusiu, rozbieram się do naga i wstaję na wadze. I co? Cud! Chudnę! Mam mniej o 600 gramów! Alleluja. Skaczę z zachwytu, drę się, aż mój syn chce wzywać do mnie karetkę na za pięć minut.

Do pracy pędzę jak na skrzydłach. Cieszę się z mojego skromnego śniadanka. Torba z pięcioma pojemnikami od Diety.com, w których zamówiłam jedzenie na dwa tygodnie (dieta 1500 kcal dziennie), dzisiaj jest wyjątkowo ciężka. Wiedzą chyba, że trzeciego dnia wszyscy odchudzający mają kryzys i dorzucają chyba coś specjalnego...

A oto menu

Niestety. Na śniadanie dzisiaj dostaję dwa plastry grillowanego bakłażana, trzy plastry mozarelli oraz trzy plastry pomidora (337 kcal). Małe to śniadanko... Ale jestem tak euforycznie nastawiona do świata po porannym ważeniu, że nie zważam na to. Po śniadaniu wciąż jestem głodna.

Drugie śniadanie to pasztet drobiowy z żurawinami oraz kromka ciemnego pieczywa (256 kcal). Na szczęście mam tyle obowiązków w biurze, że zjadam i nie zauważam, że się nie najadłam. W ferworze pracy doczekuję do obiadu, który jest węglowodanową bombą. Otóż dzisiaj odchudzającym dietety.com zaserwowały wielkiego naleśnika faszerowanego kaszą gryczaną (464 kcal). A całość polano sosem grzybowym. Muszę przyznać, że gdyby danie to nie znalazło się w menu od firmy, która dostarcza mi dania DIETETYCZNE, w życiu bym tego nie zjadła...

Jednak po zjedzeniu naleśnika mam poczucie błogiej sytości, pełnego najedzenia, spać mi się chce. Wreszcie czuję się dobrze.

Wreszcie syta

Mimo senności, która nie sprzyja pracy (uważam, że w Polsce też powinno się wprowadzić jak na południu Europy poobiednia sjestę), czuję, że mózg lepiej mi pracuje. Może dlatego, że nie myśli cały czas o jedzeniu.

Sałatka owocowa (mango, ananas, morele), która jest na podwieczorek (207 kcal) jest miłą, aczkolwiek zbędna dla mnie przekąską, bo cały czas czuje się nasycona po obiedzie.

Dzisiaj mam dzień ćwiczeń. Na karimacie w tzw. dużym pokoju robię serię 50 spięć brzucha, 50 pompek, ale nie pełnych, tylko takich, które polegają na minimalnym unoszeniu się na ramionach i dużej liczbie powtórzeń oraz 50 powtórzeniach ćwiczenia na mięśnie pleców (leżę na brzuchu i jednocześnie unoszę tułów i nogi do góry wyginając się w "łódeczkę"). Na początek daje radę zrobić po 2,5 serii każdego z ćwiczeń. Na koniec urządzam sobie sesję stretchingu. Dobrze mi to robi, bo niestety po bieganiu zawsze mam za mało czasu, żeby się porządnie rozciągnąć i potem się dziwię, że wszystko mnie boli...

Ten jakże przyjemny dzień kończy się kolacją, na którą mam risotto z kurczakiem i warzywami (340 kcal). Niestety plastikowy pojemnik, w który danko jest zapakowane, rozpuszcza się nieco w mikrofalowej kuchence, ale risotto jest przednie, a ja najedzona idę spać.