Plan ratunkowy, czyli jak zgubić 5 kg

Rzuciłam palenie i w ciągu 12 tygodni przytyłam 5 kg. I bardzo mi się to nie podoba. Postanowiłam wdrożyć plan ratunkowy. I na dodatek będę codziennie zdawała relację z moich sukcesów i porażek w walce z tymi  5 kilogramami. Zaczynamy.

Dołącz do nas na Facebooku

Przez pierwsze dwa miesiące po rzuceniu palenia przytyłam ok. 2 kg. Mimo regularnego biegania (ok. 35-50 km tygodniowo). Jednak muszę przyznać, że gdy papierosy idą w odstawkę, apetyt wyraźnie rośnie. Wszystko zaczyna smakować lepiej, pełniej, intensywniej. Były palacz odzyskuje zmysł powonienia i znowu czuje zapachy. A jak coś ładnie pachnie, to chce się to natychmiast zjeść. Udowodniono też, że palenie prześpiesza przemianę materii - nic więc zatem dziwnego, że zaprzestanie używania papierosów powoduje skok na wadze. Ale co to są 2 kg? Nikt by się tym nie przejął. Tylko dwa kilogramy mają taka zdolność, że niezauważone zamieniają się w pięć. Nawet nie wiem kiedy to się stało... To znaczy wiem: wtedy, gdy miałam ponad dwutygodniową przerwę w bieganiu: w tym czasie popłynęłam na rejs do Oslo, co zajęło mi 9 dni, a potem się rozchorowałam na anginę, co zajęło mi tydzień. i anginą (tygodniową). I wtedy okazało się, że 2 równa się 5. A 5 kg to już jest coś.

Dieta spisana wygląda inaczej niż ta w głowie...


Na początek zaczęłam się przyglądać diecie. Spisałam na kartce, dzień po dniu, wszystko, co wsadzałam do ust. I dzięki tym zapiskom zobaczyłam, jak wiele błędów żywieniowych popełniam i jak produkty pozornie tuczące zastępowałam pozornie nietuczącymi...

Po pierwsze w mojej diecie nie ma węglowodanów złożonych. Bo kiedyś sobie postanowiłam, że nie będę jeść chleba, makaronu, ryżu, kasz, bo te tuczą. Diety białkowe, na których tak "szybko się chudnie", wykluczają przecież węglowodany złożone... A węglowodany trzeba jeść. Przede wszystkim bez nich nie byłby w stanie pracować nasz mózg. Poza tym są głównym paliwem dla osób uprawiających regularnie sport, a ja do takich należę. Tymczasem wyeliminowałam je z mojej diety i byłam zdziwiona, dlaczego czuję zmęczenie, nie mam energii na treningach i na dodatek tyję... Po konsultacji z dietetykiem wiem, że jedzenie po treningu wieczornym węglowodanów pozwoli mi się nasycić, umożliwi organizmowi regenerację, a jedzenie kiełbasy i parówek doprowadza mnie do tycia.

Po drugie, zdałam sobie sprawę, jakie ogromne ilości słodyczy pochłaniam dziennie. A wydawało mi się, że nie jem ich wcale, bo przecież dwie krówki (każda po 80 gramów) w ciągu dnia, kilka biszkoptów z galaretką wieczorem i kopiasta łyżka kremu czekoladowego to nic... Nie licząc syropu karmelowego do kawy, kawałka ciasta u koleżanki i śmietany z cukrem, które dodawałam do "dietetycznych" truskawek.

Co to są regularne posiłki?

 

Po trzecie, w moim życiu coś takiego jak regularne posiłki nie występują. Jedynym pewnym posiłkiem w ciągu dnia do tej pory był obiad w stołówce w pracy - zazwyczaj między 1 a 2 po południu. Śniadanie to wielka niewiadoma - nigdy nie ma pewności, czy je zjem, czy nie. Podobnie jest ze wszystkimi pozostałymi posiłkami. Czasami nie jem nic przez kilka godzin, a potem złakniona rzucam się na lodówkę. Innym razem nie mam apetytu przez cały dzień, by w końcu wilczy głód dopadł mnie w okolicach 23...

No to wdrażam plan - czyli jedzenie pod nos

Przede wszystkim muszę zrobić porządek dietą. Regularne posiłki, pięć razy dziennie, nie więcej niż 1500 kalorii na dobę. Mogłabym sama sobie gotować, ale nie mam czasu na gotowanie, nie mam czasu na liczenie kalorii, na bilansowanie diety. Firm, które dostarczają jedzenie o określonej wartości odżywczej jest na polskim rynku kilka. Decyduję się na posiłki dostarczane z dietety.com. Na razie przez dwa tygodnie. Jeśli będą mi smakowały, zbliżę się do celu, to podejmę decyzję, czy kontynuować dietę.  Torebkę z jedzeniem mam mieć codziennie rano w recepcji w budynku redakcji, a w sobotę będę dostawała jedzenie pod drzwi mieszkania - na dwa dni. Wszystko w wygodnych pudełkach, z zaznaczeniem, które danie to śniadanie, a które podwieczorek.

Więcej spalania


Treningi biegowe zamierzam utrzymać na dotychczasowym poziomie - czyli cztery razy w tygodniu. Zmienię jednak ich charakter. Poniedziałek to wolny bieg przez godzinę (11-12 km), środa - podbiegi - ok. 8-12 na dystansie 200-300 metrów, plus ok. 1,5 km wolnego biegu rozgrzewkowego i tyle samo na powrót do domu. W czwartki zaplanowałam interwały na bieżni. Weekend to wybieganie ok. dwugodzinne (18-20 km). Do tego we wtorki i czwartki dokładam ćwiczenia siłowe (brzuszki, przysiady, pompki) oraz rozciąganie.

Zaczynam od jutra.

Dietetyczne danie na zawołanie!

Więcej o: