Katarzyna Bosacka: "W mojej kuchni nie ma kompromisów"

Pisze książki, prowadzi programy w TVN Style: "Wiem, co jem" i "Wiem, co kupuję". Kamera dokumentowała jej odchudzanie i przygotowania do ciąży. Jak Kasia Bosacka widzi swoją rolę w domach Polaków? Co ją wkurza w tym, jak się odżywiamy?

Jak ćwiczy Ania Mucha, Kasia Zielińska i Anna Popek? Zapytaliśmy!

Magda Derewecka: Zawsze byłaś zainteresowana zdrowym odżywianiem i zdrowym stylem życia?

Katarzyna Bosacka: Zawsze smakowało mi domowe jedzenie, bo wychowałam się w rodzinie, w której zarówno mama, jak i tata gotowali. Mama jest mistrzynią wypieków, tata świetnie przyrządzał zupy, mięsa, a nawet - w trudnych czasach PRL-u - domowe wędliny. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Amerykanie, którzy mimo wielkiej mody na zdrową kuchnię prawie nie gotują (przyznaje się do tego aż 60 proc. społeczeństwa) wychowują nie gotujące dzieci. Tam już całe pokolenia nie znają smaku domowego jedzenia. To strasznie smutne. Ta zasada działa też odwrotnie - ludzie wychowani na jedzeniu przemysłowym, przetworzonym często nie są w stanie docenić smaku domowego jedzenia, które wydaje im się mdłe i nijakie w porównaniu z podrasowanymi chemicznie chipsami czy przesłodzonymi napojami gazowanymi.

Jak wygląda kwestia zdrowego odżywiania w domu. Chyba ciężko jest odmówić dzieciom słodyczy, które jedzą koledzy. Trudno też nie skusić na szybkie śniadanie w postaci np. parówek. Sama gotujesz czy zdarza się korzystanie z dań gotowych, na wynos?

Parówka może być świetnym i zdrowym daniem pod warunkiem, że się ją dobrze wybierze. Jeśli składa się w 85 czy 95 proc. z mięsa najlepiej chudego, drobiowego, jeśli zaserwujemy ją z ogórkiem, keczupem, bułką pełnoziarnistą, to wyjdzie nam całkiem zdrowy posiłek.

W mojej kuchni nie ma kompromisów. Jeśli piekę ciasto, nie używam półśrodków typu - kupny biszkopt albo kruche mrożone do tarty, zawsze robię je od początku do końca sama. Jeśli gotuję zupę, to nigdy nie dosmaczam jej na skróty chemiczną kostką rosołową ani nie wzmacniam słonym warzywnym proszkiem zaprawianym glutaminianem sodu. Co do słodyczy, mamy z dziećmi umowę, że nie jemy ich od poniedziałku do piątku, ale tylko w weekendy i to najlepiej te przyrządzane przez nas w domu. Pieczemy wtedy wspólnie sernik, babeczki albo robimy tiramisu. Na naszym stole z rzadka pojawiają się chipsy czy napoje gazowane, bo od lat wyznaję zasadę, że każdy fundamentalizm jest zły, nawet w kwestii żywieniowej, a od niewielkiej ilości śmieciowego jedzenia jeszcze nikt nie umarł.

katarzyna bosackakatarzyna bosacka

Co Cię najbardziej wkurza w tym, jak odżywiają się Polacy?

Smuci mnie zamęt, który w głowach Polaków robią reklamy sztucznych kostek rosołowych, proszków, ziarenek. One w 90 proc. składają się z soli, szczypty suszonych warzyw i glutaminianu sodu - chemicznego poprawiacza smaku. Kostki mają w sobie niezdrowe utwardzane tłuszcze roślinne, które zatykają nam żyły tak samo jak smalec, przyczyniają się do chorób serca i otyłości. Te wszystkie cuda kosztują krocie, a przecież składają się głównie z taniej soli.

Denerwuje mnie również fakt, iż tak łatwo nabieramy się na pięknie wyglądające wędliny, które w rzeczywistości mają mało mięsa, a dużo wszelkich wypełniaczy. Kupując takie wędliny wspieramy producentów, którzy - brzydko mówiąc - robią nas w konia, zamiast wydać pieniądze na wędlinę lepszej jakości i zagwarantować byt producentom uczciwym. W ten sposób my konsumenci tez psujemy rynek wędlin, które są naszymi kulinarnymi wizytówkami na świecie. Zaraz usłyszę, że jest jeszcze kwestia ceny. Zgoda. Jednak zawsze lepiej zjeść mniej a dobrze (prawdę mówiąc wolę bułkę z samym masłem niż bułkę z masłem i chemicznie zaprawianą szyneczką), a poza tym wiele niepozornie wyglądających wędlin dobrej jakości czasem kosztuje mniej niż reklamowane wszędzie i pięknie opakowane szynkopodobne paskudztwa.

Sporo czasu spędziłaś w Ameryce. Jak wygląda tam kwestia zdrowego odżywiania? Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Tu może ciężej jest znaleźć produkt dobrej jakości, ale producenci są uczciwsi. Nie ma tak nachalnej konkurencji, tak chamskiej czasem reklamy. Tu nikt nie wciska małym dzieciom - tak jak u nas w Polsce - paróweczek zrobionych z odpadków, nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby bardzo znana firma produkująca słoiczki dla niemowląt napychała je chrzęściami i kuperkami kurzymi, w reklamach nie słyszy się, że jogurt poprawi odporność, odmłodzi i wygładzi zmarszczki. Ketchup jest ketchupem, a nie sokiem pomidorowym z dodatkiem zagęstników. Firmy po prostu boją się wielomilionowych odszkodowań, organizacje konsumenckie są też tu zbyt silne. Z drugiej strony oczywiście w sklepach pełno jest jeszcze bardziej niezdrowego i przetworzonego jedzenia.

Piszesz książki, artykuły, prowadzisz i tworzysz programy. Po co to wszystko? Rozumiem, ze to Twoja praca, ale czy masz też ambicję, żeby edukować? Pokazywać, że to, co wydaje nam się zdrowe czy dobre wcale takie nie jest?

Tak się w moim życiu zdarzyło, że praca trochę znalazła mnie sama. Nie pchałam się na wizję, nie brałam udziału w castingach, po prostu propozycja przyszła sama. Chciałam być nauczycielką w liceum i trochę mi tego zapału zostało. Poza tym lubię wiedzieć, co, jak, dlaczego i po co. Program "Wiem, co jem" to niewątpliwie program z misją, jeden z niewielu w telewizji, w którym realizuję swój zawód. Ja bowiem nie jestem celebrytką, prezenterką, kukiełką występującą w szklanym okienku. To, co uprawiam to zdecydowanie dziennikarstwo specjalistyczne, mam nadzieję, potrzebne ludziom.

 

katarzyna bosackaempik

Jak się czułaś na diecie? Pytam o ten czas, kiedy kręcone były dokumenty "Kasia Bosacka cudnie chudnie". Dieta nie kojarzy się (niestety) ze zdrowym odżywianiem, bo większość sądzi, że trzeba chodzić głodnym i eliminować ulubione czy nawet "normalne" rzeczy i jeść tylko sałatę. Jak to było w Twoim przypadku?

Oj, ciężkie pytanie, bo nadal jestem okrągła po ciąży, nadal karmię synka i nic nie wskazuje na to, że będzie chciał łatwo z maminego cyca zrezygnować. Dieta jednak mnie czeka, już wracam do starych nawyków, znów w mojej kuchni bulgocze kasza. Ja powiem tak - jeśli odchudzać się to: zdrowo, tanio, no i niestety konsekwentnie. Zatem warzywa, kiszonki, chudy drób, chudy nabiał, jaja, kasze i inne produkty pełnoziarniste. 5 posiłków dziennie. Plus nieodzowny jest ruch, na który co tu dużo ukrywać, przy czwórce dzieci, trudno znaleźć czas. Czekam jednak na koniec zimy w Kanadzie, co nastapi w okolicach czerwca, no nie przesadziłam - końca kwietnia, a wtedy ruszę z młodym na spacery, waga powinna spaść. Odchudzanie to nie jest coś co można zrobić przy okazji, po drodze. To ciężki proces, w który trzeba zaangażować wszystkie siły. Lepiej tego nie robić na pół gwizdka bo efekt jo-jo murowany.

Na pewno słyszysz opinie o tym, że Ty to masz łatwo i że to pewnie żadna sztuka schudnąć czy zdrowo się odżywiać, jeśli ma się dostęp do ekspertów, którzy pomogą. Jak odpowiadasz na takie głosy? Jak zachęcić taką "Kowalską" do wprowadzenia zmian. Gdzie szukać informacji? Masz jakieś wskazówki?

Po pierwsze nie rzucać się na diety cud z internetu, które są szybkie i beznadziejne, kilogramy wrócą z nawiązką. Po drugie - zaplanować wszystko od A do Z przygotować strategię wojenną, rozpisać, co kiedy gdzie i jak robię. Po trzecie: wydać trochę kasy na zdrowie - zainwestować w rower, karnet na siłownię, na basen.

Eksperci i pomocnicy są ważni, ale nikt za mnie nie wstanie rano na siłownię, nikt nie przebiegnie 10 kilometrów, nikt nie będzie trzymał się z daleka od słodyczy. Powiem tak - detetyk jest bardzo ważny, ruch można sobie zorganizować samemu - wystarczą długie spacery, bieganie, rower albo podstawowa bieżnia w domu. Trzeba jednak ćwiczyć codziennie. No to jak, zaczynamy?