Czy 400 metrów to daleko?

Ile km do przejścia to dla nas "za daleko"? Czy niektóre odcinki warto przemierzać komunikacją miejską, skoro cel jest tuż za rogiem?

Taka historia. Skończyłem biegowy trening na Kabatach. Pierwszy mocniejszy akcent od czasu kontuzji stopy. Tempo dobre, trener też zadowolony, mordka się cieszy, forma rośnie, chce się żyć. W nagrodę podjechałem na rowerze do pobliskiej kawiarni na kofeinowe i ciasteczkowe co nieco. Przy okazji spytałem (młodego, nieco puszystego) baristy, czy wie gdzie jest najbliższy bankomat BZWBK. Po chwili zasugerował:

- A nie lepiej Euronet? Jest tuż obok. Albo PKO zaraz przy wejściu do metra, dosłownie dwa kroki stąd?

- Nie, szukam BZWBK - odpowiadam. 

- To jest, ale dopiero na Wąwozowej. DALEKO trzeba tam iść... - dodał bardzo poważnie.

Odebrałem kawę, z duszą na ramieniu odpaliłem Google Maps, aby sprawdzić jaki to „hektar” muszę pokonać i... ręce mi opadły. Okazało się, że od bankomatu dzieliło mnie zaledwie 400 metrów.

Niestety, to niepierwsza sytuacja, w której ktoś odradza mi przejście niecałego kilometra, tłumacząc, że to straszny kawał drogi, proponując np. skorzystanie z autobusu. I wiecie co? Naszła mnie taka smutna refleksja: bo tyle się o tym mówi/pisze, promuje jakąkolwiek formę ruchu i wydaje się, że to wszystko jak krew w piach. Jeszcze wiele pracy do wykonania w tym temacie , skoro 400-metrowe odcinki traktujemy jak dalekie wyprawy.

Problem jest oczywiście szerszy. Co jakiś czas odnoszę wrażenie, że w wielu kręgach zdrowe odżywianie nadal traktowane jest jako zwyczajna fanaberia i wielkomiejska moda. Konsekwencje takiej postawy potrafią być dramatyczne. Przez złą dietę, brak ruchu nie tylko sobie wyrządzamy krzywdę, ale również innym. Przesadzam?

Zadzwonił do mnie ostatnio znajomy, który od wielu lat organizuje zbiórki krwi. Był załamany. Podczas ostatniej akcji średnio na dziesięciu chętnych, przypadało zaledwie dwóch dawców. Reszta z powodu słabych wyników nie nadawała się na oddanie krwi.

Kochani, spacerujmy, biegajmy, ćwiczmy!

Człowiek powinien trenować siedem razy w tygodniu. Nie mówię o bieganiu, tylko o różnych aktywnościach, jak siłownia, jazda na rowerze lub pływanie. Jest naprawdę niewiele bezwzględnych przeciwwskazań do tego, żebyśmy się kompletnie nie ruszali.

Let’s Move!  

Damian Bąbol - Sport&Fun